Window Horses

powalczy o Oskara

Przycisk_animator
Buy_ticket

Wilczyński, Marek

Thumb_marek_wilczy_ski

Na festivalu animator w latach:

2015

Marek Wilczyński to jeden z najciekawszych polskich kompozytorów piszących muzykę do animacji, a zarazem chyba jeden z najbardziej zapracowanych artystów. Ma na swym koncie około 300 tytułów filmów animowanych, od czasu do czasu komponuje także dla teatru oraz na potrzeby kina fabularnego czy dokumentalnego.
Z urodzenia jest szczecinianinem, z wyboru – krakowianinem, od kilkunastu lat mieszka w Chicago. Jest absolwentem Państwowej Średniej Szkoły Muzycznej w Krakowie w klasie fortepianu i perkusji (1970), muzykologii na Uniwersytecie Jagiellońskim (1974), gdzie uzyskał stopień magistra na podstawie pracy „Percussione batteria w twórczości Henryka Mikołaja Góreckiego”, oraz podyplomowego seminarium muzyki elektronicznej w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej (1976), prowadzonym przez Józefa Patkowskiego.
Jako muzyk zaczynał w legendarnym Zdroju Jana, działającym w Krakowie na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Początki zespołu sięgają 1965 roku, kiedy to Julian Józef Antoniszczak, późniejszy znakomity twórca noncamerowych filmów animowanych, oraz jego przyjaciel Franciszek Miecznikowski założyli w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych literacko-bigbeatowy kabaret Zdrój Jana. Rok później do kabaretu doszlusowali: Jacek Ukleja i Ryszard Antoniszczak, młodszy brat Juliana, przekształcając go w grupę rockową, lecz nietypową, bo kładącą duży nacisk na warstwę literacką i plastyczną. Poza Ukleją (śpiew, gitara, skrzypce), Antoniszczakiem (instrumenty perkusyjne) Zdrój Jana tworzyli: Paweł Andrzej Partyka (gitara basowa), Piotr Walewski (fortepian), Rafał Marchewczyk (fortepian), Jerzy Wójcik (gitara) i właśnie Marek Wilczyński (perkusja). Grali muzykę na naszym gruncie prekursorską – połączenie psychodelii, trochę spod znaku Vanilla Fudge, Byrds czy Grateful Dead, z czymś, co wiele lat później nazwano punk rockiem. Na równi z muzyką ważne dla członków Zdroju Jana było jej sceniczne podanie: gra świateł, elementy parateatralne, ożywiona plastyka, kostiumy, ruch sceniczny. Zbliżało to nieco krakowskich artystów do performerskich muzyczno-plastycznych poczynań Franka Zappy. Pomimo braku oficjalnych nagrań zespół szybko zdobył popularność, zwłaszcza w alternatywnych kręgach artystycznych, dostał kilka nagród, zagrał wiele świetnych koncertów i w 1972 roku... zawiesił działalność. Nagrania radiowe, z których miała powstać pierwsza płyta, nie zostały zrealizowane zgodnie z artystyczną wizją grupy, wobec czego muzycy zrezygnowali z jej nagrania i zajęli się swymi sprawami. Spotkali się po blisko czterdziestu latach i… nagrali wspaniałą płytę. Nie nazwali jej „Longplayem”, jak kiedyś zamierzali, a – wszak czas zrobił swoje – „cd”.
W 1974 roku Zdrój Jana nagrał ścieżkę dźwiękową do debiutanckiego filmu Ryszarda Antoniszczaka „Żegnaj paro!”, nawiązującego poetyką i plastyką do słynnej „Żółtej łodzi podwodnej” (1968) George’a Dunninga. I od tego momentu rozpoczęła się filmowa przygoda Marka Wilczyńskiego. Jeszcze w tym samym roku napisał muzykę do trzech animacji Krzysztofa Raynocha („Kwalifikacje”, „Hasło”, „Dzwon”), szybko stając się nadwornym kompozytorem krakowskiego Studia Filmów Animowanych. Z jego usług korzystali m.in. Ryszard Antoniszczak („Miki Mol”, 1975; „Fantomobil”, 1976; „Sexi Lola automatic”, 1978), Krzysztof Kiwerski („Awaria”, 1975; „Przypadek?”, 1977; „Opcja zerowa”, 1983), Jerzy Kucia („Szlaban”, 1976; „Krąg”, 1978; „Źródło”, 1982; „Odpryski”, 1984), Agnieszka Niżegorodcew („Wycieczka”, 1977), Alexander Sroczyński („2013 Odyseja kosmiczna”, 1985; „With a Light”, 1986; „Meduza”, 1988). W jednym z filmów Sroczyńskiego – aktorsko-animowanej „Nostalgii” (1984) – zagrał Wilczyński rolę demonicznego ordynatora, w czołówce innego – Ani be!... Ani me!... z udziałem Audrey Hepburn (1984) – pojawił się jako współscenarzysta.
Wilczyński w swej artystycznej działalności nie ograniczał się do krakowskiego podwórka. Z jego kompozytorskich usług korzystali animatorzy z pobliskiego Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, gdzie współpracował m.in. z Aleksandrem Oczką („Gra”, 1977), Haliną Filek („Kwiatuszek”, 1978), Aliną Skibą („Życiorys Brunona S. wyciągnięty z szuflady”, 1979), Maciejem Albrechtem („Bajki”, 1981), Bronisławem Zemanem („Karambol”, 1982), Józefem Ćwiertnią („Żaba”, 1984), Janem Petryszynem („Słuchacz”, 1984), Andrzejem Orzechowskim („Animalki”, 1988). Świetną muzykę skomponował do „Dworca” (1984) Marka Serafińskiego, zrealizowanego w warszawskim Studiu Miniatur Filmowych.
Jest kompozytorem wszechstronnym, z równym powodzeniem pisze muzykę do filmów skierowanych do młodych, jak i dorosłych widzów, do dzieł autorskich, jak i odcinków popularnych seriali (ma na swym koncie m.in. seriale „Lis Leon”, 1992-1993 i „Bajki zza okna”, 1992-1997 oraz pełnometrażowy „Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie” Stanisława Dülza, 1986). Do największych osiągnięć Wilczyńskiego zaliczam jednak dwa stricte autorskie – odmienne w swej stylistyce, nieco podobne w przesłaniu – filmy: „Porządek musi być” (1988) Krzysztofa Kiwerskiego oraz polsko-amerykańską koprodukcję Macieja Albrechta – „Close to You” (1994). Zrealizowany w orwellowskiej poetyce „Porządek musi być” przyniósł kompozytorowi nagrodę za muzykę na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie w 1989 roku, a precyzyjnie – jak napisano w uzasadnieniu jury – za „kompozycję dźwięku”, bo Wilczyński był nie tylko autorem przejmującej muzyki, a całej ścieżki dźwiękowej, którą współtworzyły – na równoprawnych zasadach – strzępki słów, szmery czy elementy ciszy, która nieraz może brzmieć niezwykle ekspresyjnie („To cisza krzyczy” – śpiewali kiedyś Skaldowie). Ta konstatacja dotyczy większości prac filmowych Wilczyńskiego. Świetnym tego przykładem jest „Close to You”, rozgrywająca się w realiach wielkiego miasta-molocha, utrzymana w konwencji melodramatu – wyraźnie inspirowana ekspresjonizmem („Metropolis” Fritza Langa, 1927) – subtelna opowieść o dwojgu ludzi przeznaczonych dla siebie, niemogących się jednak spotkać. „Close to You” znaczy „Blisko siebie”. Wilczyńskiego interesuje nie tylko muzyka, a cały „dźwięk” przyszłego filmu, stara się, by ścieżki – wizualna i dźwiękowa – przebiegały „blisko siebie”, bez względu na to, czy się uzupełniają, czy stoją wobec siebie w kontrapunkcie.

Jerzy Armata